Pacjent z bolącym zębem wpisuje w Google „dentysta” i wybiera spośród trzech gabinetów, które Mapy Google pokazały mu na górze listy. Marketing lokalny przychodni polega na tym, żeby pacjenci z okolicy znali placówkę, zanim zaczną szukać, i wybrali ją, kiedy porównują: wizytówka Google z opiniami, współpraca z pracodawcami i szkołami z okolicy, akcje profilaktyczne, lokalne media. Kanały, które działają w całym kraju, opisuję w przewodniku po marketingu medycznym.
Większość z tych działań kosztuje więcej czasu niż pieniędzy, a granice wyznacza ten sam przepis co w internecie: informacja placówki nie może mieć cech reklamy.
Czym jest marketing lokalny w przychodni?
To docieranie do ludzi, którzy mieszkają albo pracują na tyle blisko, że mogą przyjść do placówki. Reklama lokalna nie musi więc trafiać do całego miasta, a często nawet nie powinna, bo za wyświetlenia poza zasięgiem placówki płacisz na darmo.
Jak duża jest „okolica”, zależy od specjalizacji:
przychodnia POZ: osiedle i najbliższe przystanki, bo nikt nie jedzie z gorączką przez całe miasto,
gabinet stomatologiczny i dermatologia: dzielnica albo dwie, a przy dobrych opiniach pacjent dojedzie dalej,
diagnostyka, laboratorium, medycyna estetyczna: pacjent porównuje cenę i termin, więc jedzie dalej, jeśli dostanie badanie albo zabieg szybciej czy taniej.
Dlatego najpierw ustal, skąd przychodzą Twoi obecni pacjenci (sposób opisuję niżej), a dopiero potem wybieraj kanały.
Od czego zacząć marketing lokalny?
Od wizytówki Google, bo to ją pacjent z okolicy zobaczy pierwszą. Google układa wyniki lokalne według trzech rzeczy: trafności, odległości i rozpoznawalności. Na rozpoznawalność wpływają opinie: więcej opinii i lepsza ocena mogą podnieść wizytówkę w wynikach lokalnych (pomoc Google).
Za wyższą pozycję w wynikach lokalnych nie da się zapłacić ani o nią poprosić (ta sama strona pomocy Google). Oferta „pozycjonowania w Mapach Google z gwarancją pierwszego miejsca” obiecuje więc coś, czego nikt nie może zagwarantować, bo kolejność wyników zależy też od tego, gdzie stoi pacjent. Odległości nie zmienisz, za to trafność i rozpoznawalność są w Twoich rękach.
Sprawdziliśmy w Repto 653 publiczne wizytówki Google placówek medycznych z Krakowa (stan na 20.10.2026): 18% z nich nie było przejętych przez właściciela, więc nikt z placówki nie miał nad nimi kontroli. Minimum na start:
przejęta i zweryfikowana wizytówka dla każdej lokalizacji osobno,
główna kategoria zgodna z tym, czego szukają pacjenci (np. „Dentysta”, „Laboratorium medyczne”), plus kategorie dodatkowe,
godziny otwarcia z dniami świątecznymi, bo pacjent, który pocałował klamkę, rzadko daje drugą szansę,
usługi, zdjęcia wejścia i parkingu, link do zapisów online.
Pełną listę kontrolną, punkt po punkcie, znajdziesz w audycie wizytówki Google.
Te same dane wszędzie
Pacjent z okolicy trafia na placówkę w kilku miejscach: na wizytówce, na ZnanymLekarzu, na stronie, w katalogach firm. Jeśli w jednym miejscu jest stary numer, a w drugim godziny sprzed remontu, placówka traci pacjenta, zanim do niej dotrze. Raz na kwartał ktoś z zespołu powinien sprawdzić te miejsca i porównać nazwę, adres, telefon i godziny.
Dlaczego opinie to też marketing lokalny?
Bo pacjent wybiera między placówkami z tej samej okolicy, a opinie to pierwsze, co porównuje. Problem w tym, że opinii przybywa powoli: w tej samej analizie krakowskich wizytówek mediana to około 1 nowa opinia miesięcznie. Wkurzeni pacjenci pamiętają, żeby dodać opinię, a zadowoleni zapominają, bo nikt ich o nią nie prosi. Gdy placówka zaczyna prosić, mały profil zmienia się szybko: mniejsza z dwóch placówek przychodni z Wrocławia miała 72 opinie i w 3 miesiące przeszła z oceny 4,4 na 4,7.
Jak sprawić, żeby zadowoleni pacjenci też dodawali opinie, opisuję w przewodniku po opiniach Google w placówce medycznej. Prowadzę Repto, które dzień po wizycie wysyła pacjentowi SMS-a z prośbą o opinię, a niezadowolonemu daje najpierw możliwość napisania wprost do placówki. Jak Twoje tempo zbierania opinii wypada na tle konkurencji z okolicy, pokaże bezpłatny raport opinii Google.
Jak współpracować z pracodawcami, szkołami i innymi placówkami?
Tej części marketingu lokalnego agencja za placówkę zwykle nie zrobi, bo zaczyna się od telefonu i spotkania, na które musi pójść ktoś z placówki.
Pracodawcy i medycyna pracy
Każdy pracodawca musi wysyłać pracowników na badania wstępne i okresowe (art. 229 Kodeksu pracy) i podpisać na to umowę z jednostką medycyny pracy (art. 12 ustawy o służbie medycyny pracy). Jeśli Twoja placówka prowadzi medycynę pracy, firmy z okolicy i tak muszą gdzieś robić te badania: hurtownia, szkoła, urząd gminy, zakład produkcyjny. Pracownik, który przyszedł na badanie okresowe i wyszedł zadowolony, wie potem, gdzie zapisać się do dermatologa.
Do tego dochodzą pakiety badań albo opieka medyczna dla pracowników, które firma kupuje jako benefit. To zwykła umowa B2B, więc warunki i ceny ustalasz w rozmowie z firmą, bez ogłaszania ich publicznie.
Szkoły i przedszkola
Dentysta w przedszkolu z lekcją mycia zębów albo dermatolog w liceum przed wakacjami, z pogadanką o ochronie przed słońcem. To edukacja zdrowotna, więc mieści się w tym, co placówka może robić. Rodzice dowiadują się o placówce od dziecka, co działa lepiej niż ulotka. Ulotkę z rabatem dla rodziców lepiej zostawić w szufladzie, bo to już publiczna promocja.
Placówki, które z Tobą nie konkurują
Pracownia diagnostyczna i przychodnia specjalistyczna, stomatolog i ortodonta, laboratorium i lekarze rodzinni z okolicy. Polecanie sobie pacjentów to najtańszy kanał, ale opiera się na znajomości między lekarzami. Drugą stroną poleceń są pacjenci, a to, czy wolno ich za polecenie nagradzać, rozpisałem w tekście o marketingu rekomendacji.
Czy akcje profilaktyczne to dobry marketing lokalny?
Tak, jeśli mają charakter edukacyjny. Dzień badania znamion przed latem, pomiar ciśnienia i cukru na festynie osiedlowym, przegląd zębów dla dzieci z okolicznej szkoły: ludzie zapamiętują placówkę, która coś dla nich zrobiła, a lokalne media chętnie o tym piszą.
Granica jest cienka. „Akcja profilaktyczna: bezpłatne badanie znamion w sobotę 10-14” to informacja o wydarzeniu. „Bezpłatna konsultacja dla nowych pacjentów, zapisz się teraz” zachęca do skorzystania z płatnych usług, a zachęta to jedna z cech reklamy. Jeśli akcja ma prowadzić prosto do płatnego zabiegu, skonsultuj jej treść z prawnikiem. Co uchodzi za cechy reklamy, wyjaśniam w poradniku o reklamie usług medycznych.
Lokalne media, ulotki i reklama na mieście: co wolno?
Przepisy nie wymieniają kanałów, więc na ulotce i w radiu liczy się to samo co w internecie: treść komunikatu.
Lokalne media: lekarz jako ekspert w lokalnym portalu albo radiu (sezon kleszczy, szczepienia przed zimą, opalanie) to edukacja. Artykuł sponsorowany to już komunikat placówki, więc obowiązują go te same ograniczenia co reklamę.
Szyld, oznakowanie, dojazd: tablica przy wejściu, strzałka z parkingu, nazwa na budynku to informacja. Przy okazji: jeśli pacjenci mylą wejścia, lepsze oznakowanie da więcej niż billboard.
Ulotki i plakaty: godziny, zakres usług i dane kontaktowe są bezpieczne. Uchwała Naczelnej Rady Lekarskiej z 16 grudnia 2011 r. (nr 29/11/VI) dopuszcza podawanie cen na stronie internetowej i przez telefon informacyjny (NIL), więc ulotka może odesłać do cennika na stronie. Hasła „najlepszy”, „najtańszy” i rabaty odpadają. Uwaga też na skalę: według Okręgowej Izby Lekarskiej w Łodzi nawet neutralna informacja na wielkim billboardzie może zostać uznana za reklamę.
Reklama internetowa z zasięgiem lokalnym: Google Ads ustawisz na promień wokół placówki, a na Facebooku i Instagramie wybierasz okolicę na mapie. Treść reklamy podlega tym samym zasadom co ulotka. Jak zawęzić kampanię do okolicy, pokazuję w przewodniku po reklamie w Google.
Lokalne grupy na Facebooku: jak w nich działać, nie udając pacjenta?
W grupach typu „Mieszkańcy osiedla X” albo „Mamy z dzielnicy Y” ludzie pytają o polecenie lekarza codziennie. Placówka może tam być, ale jako placówka:
odpowiedzieć ze strony placówki, jeśli regulamin grupy na to pozwala, i podać godziny albo zakres usług,
zaproponować administratorowi post edukacyjny lekarza (np. przed sezonem kleszczy).
Czego nie robić: pisać w grupie jako „zadowolona pacjentka” z prywatnego konta pracownicy albo prosić rodzinę, żeby polecała placówkę i nie wspominała, że to rodzina właściciela. Podawanie się za konsumenta, gdy jest się przedsiębiorcą, to praktyka zakazana w każdych okolicznościach (art. 7 pkt 22 ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym), a fałszywe opinie i rekomendacje to osobny punkt 26 tego samego artykułu. Do tego w lokalnej grupie wszyscy się znają, więc takie udawanie zwykle wychodzi na jaw szybciej, niż post zbierze polubienia. Pracownik może polecić swoją placówkę, jeśli od razu napisze, że w niej pracuje.
Przykłady marketingu lokalnego w przychodni
Żaden z tych zestawów nie wymaga dużego budżetu.
Przychodnia wielospecjalistyczna: osobna wizytówka dla każdej lokalizacji, umowy medycyny pracy z firmami z okolicy, lekarz jako ekspert w lokalnym portalu w sezonie infekcji.
Gabinet stomatologiczny: zajęcia z mycia zębów w przedszkolach, godziny popołudniowe i sobotnie wyraźnie na wizytówce, cennik na stronie.
Dermatologia: dzień badania znamion przed wakacjami, pogadanka w liceum o ochronie przed słońcem, zdjęcia gabinetu i zespołu na wizytówce.
Medycyna estetyczna: wydarzenia edukacyjne i porządna wizytówka, ale bez nazw preparatów i cen za jednostkę w materiałach, bo toksyna botulinowa to lek na receptę i jego reklamy do pacjentów zakazuje Prawo farmaceutyczne.
Laboratorium i diagnostyka: godziny punktu pobrań od rana na wizytówce, współpraca z lekarzami rodzinnymi z okolicy, czytelny cennik badań na stronie, bo tu pacjent porównuje cenę.
Jak sprawdzić, czy marketing lokalny działa?
Po liczbie nowych pacjentów z okolicy. Masz do tego trzy źródła, które już masz:
kody pocztowe nowych pacjentów z systemu gabinetowego: raz na kwartał widać, czy przybywa pacjentów z osiedli, na których robiliście akcje,
statystyki wizytówki: połączenia, prośby o wskazówki dojazdu i kliknięcia w stronę, osobno dla każdej lokalizacji,
pytanie w rejestracji „skąd Pan/Pani o nas wie?”, zapisane przy pierwszej wizycie, bo telefon z ulotki nie zostawia żadnego śladu w analityce.
Przy akcjach offline dobrze działa osobny link albo kod QR ze śledzeniem skanów dla każdej z nich. Ja dałbym każdej akcji kwartał, a potem zostawił tylko te, po których przybyło nowych pacjentów z okolicy.
Najczęstsze pytania
Co to jest marketing lokalny?
To działania, które docierają do ludzi z okolicy placówki: wizytówka Google i opinie, reklama z zasięgiem ograniczonym do kilku kilometrów, współpraca z lokalnymi firmami, szkołami i innymi placówkami, akcje profilaktyczne i lokalne media.
Czy przychodnia może robić promocje lokalne?
Publiczne rabaty i hasła typu „pierwsza konsultacja gratis” odpadają, bo art. 14 ustawy o działalności leczniczej zabrania placówce publikowania informacji, które mają cechy reklamy. Bezpieczniejsze są wydarzenia edukacyjne i informacja o usługach, godzinach i cenach.
Ile kosztuje marketing lokalny przychodni?
Wizytówka Google jest bezpłatna, a współpraca z pracodawcami, szkołami i lokalnymi mediami kosztuje głównie czas zespołu. Budżet pojawia się przy reklamie w Google i na Facebooku oraz przy drukach. Koszt jednego nowego pacjenta policzysz, dzieląc wydatki na akcję przez liczbę nowych pacjentów, którzy po niej przyszli.
Czy można zapłacić za wyższą pozycję w Mapach Google?
Nie. Google pisze wprost, że o wyższą pozycję w wynikach lokalnych nie można poprosić ani za nią zapłacić. Pozycję podnoszą trafne dane na wizytówce i jej rozpoznawalność, w tym liczba i ocena opinii.





